W przypadku adaptacji książek nie może być dużo gorzej
Adaptacje książek nadal dominują w telewizji, ale wydaje się, że sytuacja naprawdę się rozpada. Wiedźmin jest doskonałym, niedawnym przykładem. Serial miał ogromny potencjał i fani książek nie mogli się doczekać, aby przenieść go na ekran. Niestety w sezonie 2 i wprowadzono ekstremalne zmiany w historii kanonu Wiedźmin nie udało się wyzdrowieć . Teraz widzowie raczej nie dadzą szansy finałowemu sezonowi serialu. To nie tak zawsze było.
W latach 2000 i 2010 preferowanym medium do adaptacji książek były filmy. Franczyzy takie jak The Władca Pierścieni Harry'ego Pottera I Zmierzch widzowie godzinami ustawiali się w kolejkach przed kinami. Naturalnie oznaczało to zysk z ładunku łyżki. Firmy produkcyjne zaczęły szukać sposobów na rozwój. Adaptacje książek telewizyjnych zawsze były dostępne, alesukces projekty takie jak Gra o tron naprawdę się udałopreferowanym medium do adaptacji powieści. Programy miały o wiele więcej czasu niż filmy na zagłębienie się w sedno sprawy. Niestety, nie wyszło to tak dobrze, jak ktokolwiek by sobie tego życzył.
Adaptacje książek telewizyjnych nadal cierpią z tych samych powodów
Adaptacje książek telewizyjnych przyjdź z naturalną obietnicą. Pomysł jest taki, że złożoność historii, którą tradycyjnie można było znaleźć jedynie w książce, mogłaby w końcu zostać przeniesiona na ekran w długich, pełnych odcinków sezonach. Oczekujemy, że bez ograniczeń dwu- lub trzygodzinnego filmu wierność książce nie będzie już problemem. Niestety scenarzyści wciąż podążają własnymi ścieżkami, a wielu adaptacji telewizyjnych nie da się rozpoznać na podstawie źródła.
Możemy jedynie stwierdzić, że wierność książce nie jest priorytetem dla większości showrunnerów. Wydaje się, że dłuższy format telewizji tylko zwiększa ich pokusę dodania własnego stylu i pozostawienia po sobie śladu. Jest to naturalnie frustrujące, a spojrzenie opinii publicznej na adaptacje telewizyjne wydaje się spadać z każdą nową adaptacją.
Po ciągłym rozczarowaniu fani książek powoli przekształcają się w nieustannie wściekły tłum. Staliśmy się znużeni i nieufni do tego stopnia, że nowe projekty (lub nowe sezony seriali). Wiedźmin ) nie daje się im szans. Ta wściekłość jest zaraźliwa i nawet ci, którzy nie znają źródła (choć mogą się do tego nie przyznać), stają się równie wściekli i krytyczni wobec adaptacji książek. Nawet zmiany, które były konieczne, aby przenieść historię na ekran, wystarczą, aby polaryzować publiczność.
Jest coś, co wszyscy możemy zrobić, aby ulepszyć adaptacje książek
To mroczny wiek dla adaptacji książek, ale jest mały błąd, którym warto się podzielić. Oczywiście główna wina leży po stronie branży, która używa nazwy serii książek, aby zwabić fanów dla własnego zysku, a jedynie przedstawić nierozpoznawalną historię. Każdy fandom wie, kiedy zostaje oszukany i wykorzystany, i nigdy nie kończy się to dobrze. Im szybciej showrunnerzy zdadzą sobie z tego sprawę, tym lepiej.
Główna wina leży po stronie branży, która używa nazwy serii książek, aby zwabić fanów dla własnego zysku, a jedynie przedstawić nierozpoznawalną historię.
Następnie pojawia się nasza rola jako konsumentów. Ważne jest, abyśmy dostrzegli różnicę między opisaną powyżej manipulacją a niezbędnymi zmianami rzeczywiście wprowadzonymi w celu ulepszenia historii na ekranie. Im bardziej będziemy robić sensację nawet z najmniejszych zmian, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo, że jakakolwiek adaptacja telewizyjna dostanie szansę. Dobra wiadomość jest taka, że gorzej nie może być. Być może Po Wiedźmin wysiłek w dobrej wierze po obu stronach tych kwestii może zaowocować w przyszłości naprawdę wyjątkowymi adaptacjami książek telewizyjnych.
